Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tatry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tatry. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 listopada 2014

Wycieczka do Morskiego Oka

1:30 Coś niepokojąco zaczyna wibrować i wydawać monochromiczne dźwięki. Connecting People się odzywa... Słyszałem że nie można się od razu zrywać w takich sytuacjach, albowiem według Indian, można zgubić swojego ducha. Aktualnie przynajmniej będę wiedział kiedy go zgubiłem... O 02.20 jedzie PKS do Zakopanego. Jedzie, albo przynajmniej ma jechać. Niemiła by to była niespodzianka jakby się nie zjawił na płycie dworca. Jednakże pojawił się i to punktualnie! Wcześniej na dworcu zjawili się Ania z Bartkiem.


Wpakowaliśmy nasz dobytek do autobusu i zakosztowaliśmy drzemki. Autobus był na miejscu po 5.00. Zakopane uśpione , jedynie pokojowi naganiacze się kręcą. Taksówką dojechaliśmy na Pardałówkę. W tym miejscu czeka na Nas Agula. Nie za długa drzemka, poranna kawa i ruszamy w trasę. Wsiadamy do bajernckiej limuzyny z tabliczką Morskie Oko. W środku, wygodne warunki...

Docieramy do Palenicy Białczańskiej. Wychodzimy z autobusu,a głosem z megafonu przywitali nas Strażnicy Leśni, Ci w odróżnieniu od Miejskich trochę lepiej się kojarzą. Trafiliśmy na strajk, oczywiście i tym razem chodzi o pieniądze. Kupiliśmy bilety, dostaliśmy nalepki, złożyliśmy podpisy i wszyscy byli zadowoleni. Wkraczamy na teren Tatrzańskiego Parku, trasa trochę nudnawa, asfaltowa droga, dookoła jak można się domyśleć las. Przed nami niepowtarzalne górskie masywy.


Wodogrzmoty Mickiewicza

Wodogrzmoty Mickiewicza, wodospady w Tatrach Wysokich stworzone z trzech większych i paru mniejszych kaskad (od 3 do 10 m) na potoku Roztoka w (Dolinie Roztoki) wypływającym z Pięciu Stawów Polskich, ok. 1 km od jego ujścia do Białki. Wodospady te nazwane pozostały Wodogrzmotami z racji ogromnego huku jaki powoduje spadająca nimi woda, szczególnie po dużych opadach. Trzy większe posiadają nazwy: Wyżni Wodogrzmot, Pośredni Wodogrzmot i Niżni Wodogrzmot. Powstały w miejscu, w którym woda pokonuje próg skalny jakim Dolina Roztoki schodzi do Doliny Białki. Powyżej znajdują się urwiska Turni nad Szczytami w masywie Wołoszyna. Nad Wodogrzmotami, na stokach Roztockiej Czuby rośnie reliktowy drzewostan modrzewiowo-limbowy. Po trzech godzinach dochodzimy do celu. Czemu tak długo? Gramoliłem się z aparatem. Jednakże dotarliśmy przed opadem deszczu, minimalnie bo minimalnie lecz przed.

Morskie Oko odwiedza podobno około 15 tysięcy osób dziennie! Co przyciąga tyle osób w jedno miejsce? Morskie Oko i jego otoczenie jest jednym z najpiękniejszych miejsc w Tatrach. Samo dojście do Morskiego Oka nie powoduje przypływu emocji, jest to najzwyklejsza szosa, którą kiedyś można było dostać się do samego schroniska nad Morskim Okiem. Otoczenie jeziora posiada najwybitniej wysokogórski charakter po polskiej stronie Tatr. Mięguszowieckie Szczyty wznoszą się ponad 1000 metrów nad lustrem wody, W głębi trochę z tyłu mieszczą się Rysy będące najwyżej położonym szczytem naszego kraju. Uwagę zwraca również rozległe pole piargów u stóp Mięguszowieckich Szczytów jak również strzelisty Mnich.

czwartek, 4 września 2014

Ganek Tatry



Ganek (słow. Ganek, Gánok) jest to trójwierzchołkowy szczyt w słowackiej części Tatr Wysokich. Umiejscowiony jest w głównej grani Tatr Wysokich w miejscu, w którym zmienia ona przebieg na południowo-wschodni. Najwyższy wierzchołek Wielki Ganek (Veľký Ganek) posiada wysokość 2462 m n.p.m. Dwa niższe to Pośredni Ganek (Prostredný Ganek) i Mały Ganek (Malý Ganek, 2425 m n.p.m.). Mały i Pośredni Ganek oddzielone są Małą Gankową Przełączką, natomiast Pośredni i Wielki Ganek ? Pośrednią Gankową Przełączką.


Ściany szczytu opadają pionowymi ścianami w stronę dolin. Z tej przyczyny był postrzegany za niedostępny. W latach 1877-95 bez sukcesu próbowali wejść na niego turyści polscy z zakopiańskimi przewodnikami, m.in. Leopold Świerz, Ludwik Chałubiński i Karol Potkański. Zdobyli go wreszcie od strony Gankowej Przełęczy 11 sierpnia 1895 r. Władysław Kleczyński, przewodnik Klemens Bachleda i tragarz Józef Gąsienica z Bystrego. Pierwsze zimowe wejście miało miejsce 20 marca 1910 r., a dokonali go Mieczysław Lerski i Jerzy Maślanka.

Poprowadzone przez nią drogi na szczyt należą do najtrudniejszych w Tatrach (drogi Łapińskiego-Paszuchy i Tadeusza Orłowskiego). Jest on podcięty od strony Doliny Ciężkiej pionową trzystumetrową ścianą. Na północny zachód od Małego Ganku mieści się rozległy taras tektoniczny nazywany Galerią Gankową.

Ganek

piątek, 11 lipca 2014

Koprowy Wierch



Powracamy w Tatry Słowackie po dłuższej przerwie. Co prawda Słowacja wita nas zachmurzonym niebem, jednak z czasem zaczyna nas akceptować i przedstawia nam coraz piękniejsze widoki! A widoki będą doskonałe, gdyż Koprowy Wierch charakteryzuje się najbardziej rozległymi panoramami w Tatrach!


Dorota wstaje najwcześniej, dociera swoim mobilkiem do Bielska punkt 4.00. Z Bielska ruszamy już razem do Bukowiny Tatrzańskiej i rozglądamy się za rejonem do zaparkowania samochodu. Znajdujemy je, nawet w nadmiarze, przy basenach termalnych. Nieco żałujemy, że nie wzięliśmy stroi kąpielowych. Po powrocie z radością odwiedzilibyśmy to miejsce. Zdzwaniamy się z Piotrem, który wraz z Tomkiem przyjechali do Bukowiny z Krakowa. Można określić, ze bez problemów nas znajdują :) W komplecie ruszamy na Słowację przez Jurgów (lepsza droga aniżeli przez Łysą Polanę). Malowniczą trasą wokół Bielskich Tatr jak również Tatr Wysokich docieramy przed Szczyrbskie Pleso. Skręcamy w prawo w stronę Popradzkiego Plesa i rozglądamy się za rejonem do zaparkowania samochodu. Jest ciężko, bo jest zakaz, a dalej kasują powyżej 5 euro za dobę. Cofamy się na główną drogę i na poboczu pozostawiamy samochód. Teraz nieco asfaltu do przebycia. W sąsiedztwie swój przystanek ma tatranská elektrická łącząca wszelkie turystyczne miejscowości od Tatrzańskiej Łomnicy do Szczyrbskiego Plesa. Bardzo ciekawe rozwiązanie. Mijamy dróżkę do symbolicznego cmentarza ludzi gór pod Osterwą. Pogoda na rewelacyjną się nie zapowiada, ale może nam nie doleje :) Docieramy do malowniczego hotelu górskiego nad Popradzkim Plesem. Tutaj będziemy nocować (cena noclegu: 14 euro). Co niektórzy chcieli iść bezpośrednio na Koprowy Wierch ;)

Pozostawiamy niepotrzebne rzeczy ( śpiwór, karimatę, jedzenie, ubrania) i ruszamy zdobywać nasz pierwszy cel - Koprowy Wierch. Przybliżony czas przejścia z Popradzkiego Plesa na Koprowy wynosi 2,50 h (droga powrotna- 2,30h). Poruszamy się gęstym lasem trzymając się niebieskiego szlaku. Pod jednym z drzew na nas czeka Tomek, który nie dotarł do schroniska i od razu poszedł zdobywać Koprowy. Dochodzimy do rozdroży, szlak niebieski wiedzie w kierunku Koprowego, czerwony wiedzie na Rysy. Z Popradzkiego Plesa 35 minut, do górskiego hotelu 30 minut.

Podążamy dalej szlakiem niebieskim, powoli zaczynają przeważać skały. I co ważniejsze pojawia się pierwszy błękit na niebie. Ale od kierunku doliny Mięguszowickiej pojawiają się niespodziewane, pojedyncze chmury. Przekraczamy Hińczowy Potok, niestety Dorota nabawia się kontuzji i jej kolano od tej pory będzie przechodzić ewolucję kolorystyczną. Dzielnie jednakże zaciska zęby i podąża dalej. Po prawej stronie znajduje się szczyt charakterystycznego Szatana (Satan) a po prawej, pasmo Mięguszowickie rozpoczyna Mięguszowicki Wołowiec. Jesteśmy na wysokości mniej więcej 1900 metrów nad poziomem morza. Przed nami ukazuje się Duży Hinczowy Staw (Velke Hincovo Pleso). Od schroniska 1,35 h, do schroniska 1,15h.

Co ciekawe jesteśmy blisko granicy z Polską. Rozpoznajemy charakterystyczne miejsca. Jednym z nich jest przełęcz Pod Chłopkiem a także całe pasmo Mięguszowickie. Widoki są coraz ładniejsze, gdyż pogoda postanawia być dla nas łaskawa i odsłania w coraz większej ilości błękitne skrawki nieba. Zdobywamy Koprową Przełęcz. Od schroniska 2,20 h, do schroniska 2,00 h. Coraz wyraźniej widoczny jest szczyt Koprowego Wierchu. Widać, że podejście jest przyjemne i nie należy do najtrudniejszych. Większe wrażenie robi on od strony północnej. Jesteśmy w stanie również podziwiać w całej okazałości Wielki Hinczowy Staw.

Przyszedł czas też i na nas. Na szczyt szlak oznaczony jest kolorem czerwonym. Piotr kieruje na górę, za nim podąża Dorota, a ja dalej robię fotki. Czym jesteśmy wyżej tym ładniej! Za mną bryluje satanistyczny Szatan, po prawej stronie nie można nie zauważyć szczytu Wysokiej a także Rysów. Zostałem nieco w tyle, ściągam ich jeszcze zoomem mojego aparatu i sam ruszam, żeby zdobyć dzisiejszy cel. Po drodze znajduje się przedwierzchołek o nazwie Koprowe Ramię.

Koprowy Wierch zdobyty. Od Popradzkiego Plesa 2,50 h, droga powrotna 2,30 h. Tomek wygrzewa się na słońcu, Dorota sprawdza jaki kolor obecnie zawiera jej kolano. Robimy zdjęcie grupowe i na swobodnie podziwiamy widoki z Koprowego Wierchu. Koprowy Wierch, czyli po słowacku - Kôprovský štít, mieści się na wysokości 2363m n.p.m. Należy on do części słowackiej Tatr Wysokich. Umiejscowiony jest w południowo-zachodniej grani odchodzącej od Czubryny. Nieznana jest data pierwszego wejścia na szczyt. Wiadomo, że na szczycie bywał Kazimierz Tetmajer w latach 1881-1896, Klemens Bachleda mniej więcej 1890 roku. Porą zimową jako pierwsi na szczycie stanęli: E. Baur i Alfred Martin 18 marca 1906.

Powrotna droga do Popradzkiego Plesa, lub Stawu, jak kto woli, przyniosła nam druga kontuzję. Tym razem mnie dopadło dosyć niespodziewane zjawisko - zaczął mnie ocierać but powyżej kostki. Po raz pierwszy się z czymś takim spotkałem. Z każdym krokiem ból wzrastał. I w ten oto sposób połowa grupy (ta lepsza połowa :) ) nieco kuśtykała w powrotnej drodze. Jednakże w schronisku czekało na nas dobre piwo czeskie, więc motywacja była adekwatna. Mimo motywacji droga do Popradzkiego Plesa nieco się nam ciągła, a sam czas jej przejścia nie był imponujący. W hotelu górskim czas na kwaterunek i obiecane czeskie Piwo (Zubr). Co budzi zainteresowanie w schronisku słowackim leją piwo czeskie. Wieczór mija na rozmowach. Sensownych i tych bez sensu za to śmiesznych.




Szlak na Koprowy Wierch

Koprowy Wierch

sobota, 21 grudnia 2013

Siwa Polana

Siwa Polana znajduje się na wysokości 935 m n.p.m. śródleśna polana u wylotu Doliny Chochołowskiej, na obrzeżu Tatr Zachodnich.

Siwa Polana

Znajduje się w odległości 1 km od skrzyżowania dróg, przez które przebiega droga Zakopane – Witów – Czarny Dunajec. Od skrzyżowania do polany wiedzie asfaltowa droga. W pobliżu drogi mieszczą się domy z noclegami dla turystów, gazdówka. Na polanie wiosną kwitną krokusy, a jesienią zimowit jesienny. Siwa Polana jest jest najniżej położonym miejscem, gdzie naturalnie występuje bardzo rzadka i bardzo ładnie wyglądająca roślina tatrzańska – pełnik siedmiogrodzki. Na południowym końcu polany, przy drodze skałka i pamiątkowy nagrobek w miejscu, gdzie 27 grudnia 1939 r. gestapo rozstrzelało 9 Polaków.

Siwa Polana, kiedyś koszona i intensywnie wypasana, aktualnie jest w dalszym ciągu użytkowana pastersko, prowadzi się tutaj kulturowy wypas owiec i bydła, można kupić oscypki i bundz. Znajduje się na niej kilka stylowych szałasów, bacówka i dom mieszkalny i zabudowania gospodarcze.

Jest punktem początkowym zwiedzania Doliny Chochołowskiej. Można do niej dojechać samochodem lub busem. Dalej obowiązuje zakaz wjazdu pojazdów zmechanizowanych. Na polanie znajduje się parking płatny, końcowy przystanek busów, wypożyczalnia górskich rowerów, bufety, karczma, sklepik, kolejka „Rakoń” i punkt sprzedaży biletów wstępu do parku narodowego. Bilety sprzedaje tutaj nie TPN, ale Wspólnota Leśna Uprawnionych Ośmiu Wsi z siedzibą w Witowie, do której należy obszar Doliny Chochołowskiej i Lejowej. Dalej można wędrować pieszo. Czas przejścia: do Polany Chochołowskiej (7,5 kilometrów) 1:55 h , kolejką turystyczną „Rakoń”, która kursuje co pół godziny i dojeżdża do polany Huciska, rowerem. Funkcjonuje wypożyczalnia rowerów, którymi można dojechać dalej aniżeli kolejką traktorową, bo do leśniczówki, bryczką góralską, jaką można dojechać jeszcze dalej – do samej Polany Chochołowskiej. Górnym skrajem polany, na obrzeżach lasu prowadzi zielony szlak z Kir w pobliżu wylotu Doliny Lejowej na południowo-zachodni skraj Siwej Polany, gdzie łączy się z asfaltową drogą wchodzącą na teren TPN i prowadzi dalej dnem Doliny Chochołowskiej do schroniska PTTK na Polanie Chochołowskiej. Szlak jest przedłużeniem Drogi pod Reglami.

Czas przejścia z Kir na Siwą Polanę: 50 min w obie strony
Czas przejścia z Siwej Polany do schroniska: 1:55 h, ↓ 1:30 h
Czas przejścia szosą od połączenia ze szlakiem do parkingu i punktu opłat: 15 min w obie strony

niedziela, 15 grudnia 2013

Dolina Chochołowska




Dolina Chochołowska

Dolina Chochołowska jest największą i najdłuższą doliną w polskich Tatrach, znajdująca się na zachodnim brzegu polskich Tatr Zachodnich i wyznaczająca orograficznie lewą odnogę doliny Czarnego Dunajca. Zajmuje areał ponad 35 km2 i posiada długość ok. 10 kilometrów. Jest doliną walną. Administracyjnie znajduje się na terenie wsi Witów.

Dolina Chochołowska stworzony jest z dwóch kluczowych rodzajów skał. Część południową (górną), powyżej Wyżniej Bramy Chochołowskiej budują skały krystaliczne – gnejsy i granity. Część północną (dolną) budują skały osadowe – łupki, wapienie kredowe i triasowe dolomity. Różne jest również pochodzenie geologiczne tych sekcji doliny. W górnej sekcji, powyżej Wyżniej Bramy Chochołowskiej dominują odmiany geologiczne wytworzone przez lodowiec, w sekcji dolnej, gdzie nie dochodził lodowiec, przestrzeń modelowana była zwłaszcza przez Chochołowski Potok i krasowe zjawiska. Efektem tych zjawisk krasowych są również liczne jaskinie z największą Szczeliną Chochołowską na czele, jednakże żadna z nich nie nadaje się do udostępnienia turystycznego.
 
W dolnej części, o długości ok. 4 km tworzy głęboki wąwóz, na którym tak samo jak w Dolinie Kościeliskiej występują przewężenia, zwane bramami. Są dwa takie przewężenia: Niżnia Brama Chochołowska i Wyżnia Brama Chochołowska. Górna część doliny rozdziela się na trzy główne ramiona: Dolinę Starorobociańską, Dolinę Chochołowską Wyżnią i Dolinę Jarząbczą. Oprócz tych nadrzędnych odgałęzień Dolina Chochołowska ma jeszcze dużo mniejszych dolin: Mała Sucha Dolina, Wielka Sucha Dolina, Dolina Huciańska, Głębowiec, Długa, Dudowa, Trzydniowiańska, Kryta, Wielkie Koryciska, Małe Koryciska a także mnóstwo żlebów.



– opis wędrówki dnem doliny, którym od Siwej Polany wiedzie zielony szlak turystyczny. Czasy przejścia i odległości są podane od punktu opłat na Siwej Polanie, na podstawie mapy i przewodnika J. Nyki.
  • Roztoki (osiedle wsi Witów) – wylot Doliny Chochołowskiej przy szosie Zakopane – Chochołów
  • 1 km od szosy – Siwa Polana – do tego miejsca dojechać można samochodem. Dalej pieszo, rowerem, dorożką konną lub kolejką traktorową. Na południowo-zachodnim krańcu polany do szosy dołącza zielony szlak z Kir (przedłużenie Drogi pod Reglami)
– czas przejścia do Kir: 50 min w obie strony
– czas przejścia od tego punktu do schroniska: 1:55 h, ↓ 1:30 h
  • 400 m – po prawej stronie dwie strzeliste Siwiańskie Turnie
  • 50 min – polana Huciska – do tego miejsca dojeżdża kolejka traktorowa z Siwej Polany
  • 55 min – Niżnia Brama Chochołowska – ciasny wąwóz skalny. Tuż powyżej niego, po lewej stronie ścieżka do ogromnego wywierzyska – Wywierzyska Chochołowskiego
  • 1:10 h – Polana pod Jaworki – niewielka polana z malowniczymi skałami
– z lewej strony szlak czarny (Ścieżka nad Reglami) do Doliny Kościeliskiej przez Niżnią Polanę Kominiarską i Przysłop Kominiarski. Czas przejścia na Cudakową Polanę: 2:05 h, z powrotem 2 h
  • 1:25 h – Wyżnia Brama Chochołowska – po raz drugi dolina ścieśnia się w skalny wąwóz
  • 1:30 h – na lewo odgałęziają się dwa szlaki turystyczne:
– żółty do schroniska PTTK na Hali Ornak przez Iwaniacką Przełęcz. Czas przejścia: 2:20 h, z powrotem 2:25 h
– czarny na Siwą Przełęcz przez Starorobociańską Polanę i Starorobociańską Rówień. Czas przejścia: 2:30 h, ↓ 2 h
  • 1:45 h – polana Trzydniówka – na lewo odgałęzienie:
– czerwony szlak przez Krowiniec i Kulawiec na Trzydniowiański Wierch, stamtąd Doliną Jarząbczą na Polanę Chochołowską. Czas przejścia na Trzydniowiański Wierch: 2 h, ↓ 1:45 h
  • 2:10 h (od wylotu doliny 6,5 km) – schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej. Z różnych miejsc polany wychodzą dalsze szlaki turystyczne:
– żółty Bobrowieckim Żlebem na Grzesia. Czas przejścia: 1:30 h, ↓ 1 h
– przedłużenie zielonego szlaku, prowadzące Doliną Chochołowską Wyżnią na grzbiet między Rakoniem i Wołowcem. Czas przejścia: 2:15 h, ↓ 1:45 h
– czerwony szlak na Trzydniowiański Wierch przez Wyżnią Jarząbczą Polanę, stamtąd zejście przez Kulawiec i Krowi Żleb na polanę Trzydniówka. Czas przejścia na Trzydniowiański Wierch: 2:20 h, ↓ 1:55 h
– żółto-biały Szlak Papieski do Doliny Jarząbczej przez Wyżnią Jarząbczą Polanę, biegnący razem ze szlakiem czerwonym. Czas przejścia: 50 min, ↓ 45 min


Dolina Iwaniacka

Dolina IwaniackaDolina Iwaniacka jest to dolina w Tatrach Zachodnich między stokami Kominiarskiego Wierchu i Ornaku, zbiegająca spod Iwaniackiej Przełęczy (1459 m n.p.m.) do Doliny Starorobociańskiej. Jej wylot znajduje się na wysokości ok. 1085 m. Nazwa doliny pochodzi od polany Iwanówka, mieszczącej się przy wylocie doliny, na jej północnym stoku. Kiedyś dolina była wypasana.

Dolina wycięta jest głównie w czerwonych piaskowcach kwarcystycznych. Jej dnem płynie Iwaniacki Potok uchodzący do Starorobociańskiego Potoku. W niektórych miejscach} gubi on wodę, która wsiąka w przepuszczalne podłoże. Dolina jest porośnięta lasem świerkowym.

– żółty z Doliny Chochołowskiej. Początkowo biegnie razem z czarnym, na polanie Iwanówka oddziela się od niego i prowadzi przez Dolinę Iwaniacką i Iwaniacką Przełęcz do schroniska na Hali Ornak. Ok. 2:15 h, z powrotem 2:05 h

Dolina Iwaniacka Tatry

Iwaniacka Przełęcz


Iwaniacka Przełęcz, Iwanicka Przełęcz jest to przełęcz mieszcząca się na wysokości 1459 m n.p.m. w Tatrach Zachodnich między Kominiarskim Wierchem (1829 m) i Suchym Wierchem Ornaczańskim (1823 m) w grzbiecie Ornaku. Jest to duże, silnie wgłębione siodło zbudowane z miękkich łupków i dolomitów, wywodzących się z dolnego triasu. Wschodnie stoki poniżej przełęczy to Dolinka Iwanowska, stoki zachodnie to Dolina Iwaniacka. Na przełęczy znajduje się nieduża polana otoczona lasem. Dawniej rozciągały się z niej rozległe widoki na Dolinę Tomanową, Ciemniaka, Smreczyński Wierch, Kamienistą i bardzo bliskie zarastania lasem widoki stają się coraz bardziej ograniczone. Nazwa przełęczy pochodzi od położonej na zachodnich zboczach polany 
Iwanówka.

 – żółty szlak ze schroniska PTTK na Hali Ornak Iwanowską Dolinką na przełęcz i dalej Doliną Iwaniacką do leśniczówki w Dolinie Chochołowskiej.
  • Czas przejścia ze schroniska na przełęcz: 1:15 h, ↓ 50 min
  • Czas przejścia z przełęczy do leśniczówki: 1:10 h, ↑ 1:30 h
 – zielony grzbietem Ornaku na Siwą Przełęcz i przełęcz Liliowy Karb. Czas przejścia: 2:20 h, z powrotem 1:55 h


Iwaniacka Przełęcz stanowi bardzo praktyczne połączenie pomiędzy Doliną Kościeliską i Doliną Chochołowską.

Iwaniacka Przełęcz

sobota, 30 listopada 2013

Siwe Turnie



Siwe Turnie jest to skalisty odcinek północnej grani Siwego Zwornika w Tatrach Zachodnich zlokalizowany między Siwym Zwornikiem a Siwą Przełęczą. Jest to boczna grań odchodząca na północ od grani głównej Tatr, następnie przechodząca w długi grzbiet Ornaku. Siwe Turnie znajdują się nad górną częścią Doliny Starorobociańskiej i Doliny Pyszniańskiej (odgałęzienie górnej części Doliny Kościeliskiej). Na ich zboczach w Dolinie Pyszniańskiej mieści się Siwa Kotlinka z Siwymi Stawkami, a jeszcze niżej Siwe Sady. Siwe Turnie stanowi bardzo ostra grań, składająca się z skał krystalicznych, częściowo porośniętych małą murawą z sitem skuciną. Od strony Doliny Starorobociańskiej bardziej podcięte zbocza tworzą strome urwiska nazywane Zagonami. Granią wiedzie szlak turystyczny, omijający Siwy Zwornik po wschodniej stronie i prowadzący na przełęcz Liliowy Karb, odgraniczającą go od Liliowych Turni.

szlak turystyczny zielony – zielony szlak z Siwej Przełęczy przez Siwe Turnie i zbocza Siwego Zwornika do przełęczy Liliowy Karb. Czas przejścia: 20 min, z powrotem 15 min

źródło: Siwe Turnie




Siwe Turnie

wtorek, 12 marca 2013

Mała Wysoka

Powrót w Tatry. Gigantyczna tęsknota za widokiem skarpowych wierzchołków, dołeczkowatych przełęczy i nieregularnych grani. Tatry Wysokie są jak narkotyk. Nawet się nie obejrzysz a wpadniesz w ten nałóg. Mała Wysoka jest dla mnie jak nowo przebyta droga wspinaczkowa dla himalaisty. Z jednego prostego powodu - nigdy mnie tam jeszcze stopy nie poniosły...

Który to już raz, ta sama procedura. Przedwczesna pobudka, kilkugodzinna podróż w kierunku Zakopanego. Zmęczeni, jednakże żadni wrażeń. Niewyspani jednakże pobudzeni.

Dolina Białej Wody
Dolina Białej Wody - Polana Biała Woda (Od lwej: Młynarka, Młynarz, Wysoka i Ciężki Szczyt oraz Rysy {częściowo w chmurach} , Żabia Czuba oraz Mięguszowicki Szczyt Czarny)






Samochód zostawiamy w Łysej Polanie, po słowackiej stronie. W cenniku mają tyle samo co po polskiej - 20zł. Dzień dopiero budzi się do życia. Na parkingu kilka samochodów. Ostateczne dopięcie plecaka i idziemy na szlak. Na zalążku trasa kieruje Doliną Białej Wody słow. Bielovodská dolina. Jak się okazuje później jest to największa z Dolin Tatrzańskich w paśmie Tatr Wysokich po stronie słowackiej. Do przebycia mamy jeszcze około 10 km. Górną część doliny stanowią już skały. Oznaczony, zielony szlak kieruje nas wzdłuż potoku, przez próg Doliny Kaczej i Dolinę Litworową.


Mały Młynarz (1973 m)
Mały Młynarz (1973 m)


Jest zimno. Myślę, że zaledwie kilka stopni na plusie. Jednakże zapowiada się całkiem niezła pogoda i temperatura zacznie rosnąć. Szybkim tempem podążamy wzdłuż potoku Białki. Szlak wiedzie lasem. Po drugiej stronie potoku jesteśmy w stanie ujrzeć ludzi zasuwających w kierunku Morskiego Oka. Po tej stronie spotkaliśmy tylko parę wędrowców. Do Białki najpierw napływa potok Roztoka, a później Rybi Potok - troszkę wyżej (z punktu widzenia przebywania szlaku).

Widoki od początku warte podkreślenia. Na początku ujawnia nam się szczyt Młynarza, który zdaje się być najpotężniejszym. Dopiero za nim możemy podziwiać Gerlach, Wysoką i choćby najwyżej położony punkt w Polsce - Rysy. To na prawdę piękny powrót w Tatry Wysokie. Świeże spojrzenie na góry, które znam z innej odsłony. Pozostałe obserwuję pierwszy raz w moim życiu. Ciekawość co będzie dalej pociąga niczym najlepsza książka. A fabuła wzrasta stopniowo, tak jak strefy roślinności. Pozostawiamy polanę za sobą. Czeka nas bardziej monotonny odcinek prowadzący przez las. W drodze powrotnej jego monotonność wzrośnie diametralnie... Wlecze się niemiłosiernie. Jesteśmy coraz bliżej Małego Młynarza (1973 m).
Mały Młynarz znajduje się on po naszej prawej stronie. Ogromny, dwuwierzchołkowy szczyt panuje nad doliną. Jednak jeszcze bardziej potężny jest sam Młynarz - 2170 m. Ku naszemu zdziwieniu, w dolinie, pod wierzchołkiem Młynarza rozbite są namioty. O co biega? Przecież nie można obozować na terenie TANAPu i TPNu. Układanka rozwiązała się sama po głębszej analizie mapy. Pod Młynarzem znajduje się obozowisko taternickie.




Nad Litworowym Stawem na tle Ganka
Nad Litworowym Stawem, na tle Ganka


Przez cały czas maszerujemy lasem, widok pomiędzy drzewami przypominają od czasu do czasu, że znajdujemy się w Tatrach Wysokich. Nie możemy się już doczekać otwartych przestrzeni. Wolności , szorstkości skał i zadręczającego zapachu kosodrzewiny. Gdy opuścimy las znajdziemy się w innym wymiarze. Wymiarze, nieporównywalnego majestatu ponad 2 tysięcznych grzbietów i wierzchołków.
I tak też się dzieje. Mozolne podejście wyzwala nas z pod władania pasma lasu. Coraz więcej pojawia się kosodrzewin. Rzadkie drzew nie zasłaniają ostrych i pociętych grzbietów. Urozmaicają postrzeganie tego co piękne i niepowtarzalne. Litworowy Potok towarzyszy nam przy podejściu. Na całkiem obszernym kamieniu postanawiamy zrobić pierwszą przerwę. Mały głód dał o sobie znać. Nie wiem jak długo już idziemy. Jednak rozważam, że 3 godziny drogi, w całkiem szybkim tempie, posiadamy już za sobą. Sam nie wiem czy to odmiana rywalizacji, jednak rwie mnie do góry. Mam dzisiaj moc, jutro pewnie będzie mi brakować sił. Litworowy Potok doprowadza nas do Litworowego Stawu. Kompozycja niepospolitej urody. Niewielki staw na tle Ganka..... Niby wszystko się wydarzyło, a tak na prawdę nic się nie wydarzyło....
Coraz lepiej widać zamiar naszej wyprawy - Polski Grzebień i Mała Wysoką. Jesteśmy coraz bliżej jednakże nadal daleko.


Szlakowskazy pod Polskim Grzebieniem
Szlakowskazy pod Polskim Grzebieniem 


Boga można spotkać w miejscach stworzonych przez niego samego. Pytanie co do Nas mocniej przemawia? Drobna roślinka , robaczek, urwista przełęcz czy bogactwo i przepych? Ja wiele lepiej czuję się w górach. To jest dla mnie dogłębne bogactwo. Nie jest istotne jak wyglądam, w jakich butach tutaj przybyłem, czy moja koszula jest czysta czy brudna.... Ja tu jestem! Może pomoże mi to w byciu lepszym człowiekiem. Może nie.




Szlak z Wielickiej Doliny na Polski Grzebień
Szlak z Wielickiej Doliny na Polski Grzebień



Bez trudu dochodzimy pod Polski Grzebień. Póki co jest przyjemnie. Nie myślimy nawet o pojawiającym się zmęczeniu. Podążamy w nieznane i to dodaje sił. Pojawiają się szlakowskazy przymocowane do skał. Trochę niecodzienny dla mnie widok.
Pojawia się nawet drabinka, choć z chodzeniem po drabinie nie ma ona nic wspólnego. Są to raczej zabezpieczone drzewem "schody".

Dochodzimy na Polski Grzebień...

Polski Grzebień, po słowacku Poľský hrebeň jest okazałą przełęczą na kluczowej grani Tatr Wysokich. Unosi się na wysokość 2200 m n.p.m. Mieści się pomiędzy doliną Białej Wody (dokładniej dolina Świstowa) i doliną Wielicką. Dawniej nazwa ta odnosiła się do większej części poszarpanej grani, za która znajdowała się Polska.
Chwila odpoczynku, podziwiamy najmocniej tytułowanego Gerlacha. Nigdy nie zobaczyłem go z tak niewielkiej odległości. Nawet nie zdaje się tak potężny. Troszkę nawet jestem tym faktem rozczarowany. No, jednakże tak jest to najmiłościwszy Gerlach i czapki z głów... Wyżej w Tatrach się nie da...




Mała Wysoka
Mała Wysoka


Od Polskiego Grzebienia sytuacja zmienia się diametralnie. Na szlaku jest wyraźnie więcej piechurów. Powodem jest dużo popularniejsza i dużo krótsza trasa z Wielickiej Doliny. Nie umię powiedzieć dlaczego same podejście na szczyt przypomina mi trochę podejście na Banikova. Kolejna droga w nieznane i następne nowe widoki pojawiają się w miarę upływania czasu. Jest co chłonąć. Pojawia się Sławkowski, którego nigdy z takiej odległości nie widziałem. Do szczytu dochodzimy całkiem szybko. Dziś mamy chyba taki dzień zapierdalacza. Z samego szczytu widoki zabijają... Na pewno wytwarzają one przyszłościowe plany.

Mała Wysoka (słow. Východná Vysoká, niegdyś Malá Vysoká) unosi się na wysokość 2429 m n.p.m. Mieści się pomiędzy Polskim Grzebieniem a Rohatką. Jest to szczyt zwornikowy o kształcie przypominającym piramidę. Poprzeczna grań kieruje w kierunku Staroleśnego Szczytu. Na Małą Wysoką poprowadzony jest żółty szlak z Polskiego Grzebienia (około 1h podejścia, droga powrotna 35 minut). Sama nazwa połączona jest z pobliskim szczytem - Staroleśny Szczyt, który niegdyś nosił nazwę Wysoka. Z tej przyczyny przylegający z nim szczyt określono Małą Wysoką. Na zaczątku XX wieku słowacką nazwę Malá Vysoká zmieniono na Východná Vysoká ("Wschodnia Wysoka").


Lodowy Szczyt , Durny Szczyt w chmurach, Pośrednia Grań - Łomnica nie widoczna...
Lodowy Szczyt , Durny Szczyt w chmurach, Pośrednia Grań - Łomnica nie widoczna...


Na wierzchołku odpoczywamy i podziwiamy to co nas otacza. Zwyczajna kanapka smakuje w takim miejscu jak wykwintny i najlepiej podany obiad w drogiej restauracji... Najtrudniej jest jednakże podjęć decyzję aby wracać. Czas jednakże nagli, a droga powrotna daleka... Zmęczenie daje się we znaki i zaczynamy włóczyć nogami...



piątek, 22 lutego 2013

Antałówka

Antałówka niegdyś określana była Jantałówką. Nazewnictwo wywodzi się od nazwiska Antał, Antoł, Jantoł notowanego na Podhalu już od roku 1601. Antałówka jest to grzbiet o długości 1 km, otaczający od wschodu Kotlinę Zakopiańską. Zbudowany jest z łupków fliszowych. Z południowej strony jednoczy się poprzez niewielkie obniżenie ze Wzgórzem Koziniec (837m), natomiast na północ opada grzbietem Szymańskiego Wierchu.

W partii wierzchowiny mieszczą się wymiecione z Tatr żwiry z otoczakami granitowymi, powiązane według naukowców (Joseph Partsch) z najbardziej odległym zlodowaceniem tatrzańskim. Południowo-zachodnie stoki były wcześniej zalesione. Obecnie dosięgnęła je ekspansja zabudowania.

Park Wodny znajdujący się na Antałówce powstał w oparciu o złoża geotermalne. W latach 1961-1963 jak również w roku 1975 przeprowadzono na Antałówce odwierty geotermalne. Po wschodniej stronie grzbietu znajduje się osiedle Antałówka.

sobota, 2 lutego 2013

Orla Perć - tylko dla orłów....

Przygotowania do Orlej Perci


Jakby się cofnąć z 7 lat wstecz, mniej więcej o tej samej porze, miałem okazję przybyć w Tatry ze przyjaciółmi w zamiarze przejścia szlaku Orlej Perci. Jednakże po osiągnięciu Świnicy pierwszego dnia, siły mnie opuściły. Rano przebudziłem się z lekką gorączką. Teraz wiem, ze dobrze się stało, że nie poszedłem tamtego dnia na Orlą Perć. Nic tak na prawdę o niej nie wiedziałem i nie miałem do niej pokory. Nie byłem w ogóle na to przygotowany.



Od tego czasu wiele się powywracało, cel Orlej Perci powrócił 4-5 lat temu. Jednakże tym razem z dużym respektem i szacunkiem do najtrudniejszego znakowanego szlaku w Tatrach. Początkiem roku rozpocząłem dbać o formę nota bene pod wyjazd w Alpy. Priorytetem nie stała się Orla Perć. Rozpocząłem regularnie biegać i chodzić na basen. Przez zwiększoną aktywność moja pewność siebie wzrosła. Blokada, która stale mieściła się w mojej głowie została pokonana. Nie wiem, w jakim momencie się to stało, ale przestałem czuć niepokój przed wspinaczką (oczywiście szlakową) w terenie górskim. Nie ściemniam, że zawsze mi to sprawiało przyjemność, jednak nie raz nogi trzęsły mi się jak galareta. Teraz czułem się nieskrępowany ciesząc się każdą techniczną trudnością na trasie. W rozmowie z bardzo miłą osobą z forum beskidmaly.pl, wspólnie doszliśmy do wniosku, że lepsza forma wpłynęła także na psychikę.
Bardzo istotna jest także determinacja. Tutaj muszę podziękować jednej, osobie za przykład jaki mi podarowała swoją determinacją w zmierzaniu do celu. Stąd pojechałem do Zakopanego doskonale zdając sobie sprawę czego pragnę i jak to zrobić. Determinacja pomogła mi także pokonać drobne komplikacje. Na Orlą Perć nie miałem jechać sam, tylko ze znajomym. Jak łatwo można się domyśleć - pojechałem sam. Nic mnie to nie przygnębiło, aczkolwiek rozważałem ewentualność przełożenia wyjazdu. Następnym fundamentalnym elementem była koncentracja. Sądzę, że podświadomie przyszła ona sama, dzień przed ekspedycją. Znajomi poznani w Murowańcu (Agnieszka i Jurek - pozdrawiam) stwierdzili, że dzień wcześniej było widać na mojej twarzy jej zapowiedzi. Z pewnością tak było...

Koncentracja asystowała mi przez całą trasę Orlej Perci. Wraz ze zmęczeniem wymagała pracy na wyższych obrotach. Co interesujące jedyne potknięcie zaliczyłem nad Zielonym Stawem, schodząc już z Przełęczy Krzyżne. W następstwie wylądowałem jedną nogą w strumieniu. Po przejściu odcinka Orlej Perci nastąpiło totalne odprężenie.
O czym zapomniałem i czego nie zrobiłem. Cóż najważniejsza rzecz - poszedłem sam, o moim planie wiedziało kilka osób w Bielsku a także moi przyjaciele z Murowańca. Mój największy błąd - nie pozostawiłem im mojego numeru telefonu i nie wziąłem ich numeru telefonu. Następna kwestia to nie wziąłem okularów, ale na szczęście pogoda mnie oszczędziła i tylko rano było błękitne niebo. Naturalnie odradzam każdemu samotnych wędrówek w Tatrach, bezpieczniej i raźniej idzie się w parę osób. Na pewno moje zachowanie spotka się z oceną wielu z was i przyznam im rację, jednak możecie mi wierzyć potęguje to duchowe przeżycia scalone z obcowaniem z niepowtarzalną przestrzenią tatrzańskich masywów. Trzeba im okazać bezgraniczny respekt, posiadać świadomość niebezpieczeństwa i podziwiać je - chłonąć je wszystkimi możliwymi zmysłami.

Co wziąłem na Orlą Perć?


1. telefon
2. apteczka
3. 1,5 litra wody
4. malutki chleb + konserwa
5. czekolada + 3 batony
6. mapa
7. rękawiczki
8. kurtka
9. pałatka
10. kijki - teraz bym z nich zrezygnował, wykorzystane jedynie na szlakach podejściowych
11. chusta na głowę, doskonale wchłania pot
12. aparat

Zapomniałem okularów i kremu z filtrem UV. Dla bezpieczeństwa można zabrać kask i nie jest to głupi pomysł!

Spotkanie z Kozicami

Komórka budzi mnie o godzinie 5:00, mam olbrzymią ochotę jeszcze pospać, ale zdaję sobie sprawę że nie mogę na to sobie pozwolić. Pospiesznie się ubieram i schodzę z łóżka. Patrzę przez okno i południowa strona jest mocno zachmurzona, nie pada więc decyduję, że zaryzykuję planowaną próbę. Zawsze mogę się wrócić jakby się pogoda załamała. Błyskawiczna poranna toaleta, dopakowuje plecak i bez śniadania idę na trasę. Śniadanie mam w planach nad Czarnym Stawem. Niebo od południowej strony wygląda bardzo optymistycznie. Słońce dopiero zaczyna rozświetlać powoli okolicę. Dla samych widoków i niezrównanej ciszy warto tak wcześnie wstać.

Do Czarnego Stawu dochodzę bardzo szybko, ale tak na prawdę jeszcze w 100% się nie przebudziłem. Nie jestem głodny, przekładam swoje śniadanie na Zawrat. Patrzę na powściągliwą taflę stawu. Gdzieniegdzie kaczki budzą się ze snu. Bardzo mi się podoba ta cisza. Dzisiaj marzy mi się zobaczyć z rana kozice. Nigdy nie posiadałem okazji widzieć je z bliższej odległości.

Żwawo obchodzę Czarny Staw i zmierzam w stronę Zmarzłego Stawu. Jedno z moich marzeń spełnia się w tym dniu. Jest jedna kozica! W odległości 2-3 metrów od szlaku skubie coś zielonego przy skale. Przystępuję po cichu bliżej. Nie mam zamiaru jej spłoszyć. Robię fotki, w końcu mnie dostrzega, nasze spojrzenia spotykają się. Tak na prawdę chyba nikt z nas nie odczuwa lęku do momentu wydania kuriozalnego odgłosu przez tego osobnika. Oznajmił czyj to jest rejon i kto tu jest tak na prawdę gościem. Lepiej sobie nie zawadzajmy, każdy z nas ma dziś swoje plany.

Odrobinę wyżej, na szlaku, mam gratkę ujrzeć sześć kozic. Dzień na prawdę dobrze się zaczyna. Kozice spacerują po szlaku. Gdy mnie dostrzegają odchodzą 5-10 metrów, ale nie uciekają. Piękne zwierzęta i szkoda, ze niektóre fotki mi nie wyszły. Ale i tak jestem usatysfakcjonowany z tego spotkania!

Na Zawrat dochodzę o godzinie 7:40. Samo podejście było bardzo sympatyczne, łańcuchy, które niegdyś zapamiętałem jako kłopotliwe okazały się całkiem nieskomplikowane. A i słońce zaczęło się przebijać z za Granatów. Na przełęczy jest jeden Pan, który przyszedł z Doliny 5 Stawów. Będzie dalej szedł w stronę Koziej Przełęczy, zatem jest okazja, że będziemy szli razem. Ja z upragnieniem wrzucam coś do mojego pustego żołądka, ale nie jestem zbytnio głodny.

Zawrat - Kozi Wierch

W wreszcie zaczynam iść w stronę Małego Koziego Wierchu. Najpierw po skałach bez zabezpieczeń dochodzę do mojego dzisiejszego towarzysza. Trzeba porządnie się rozglądać, aby nie zgubić szlaku. Przez cały czas będzie on nas prowadził a to od strony Doliny Gąsienicowej, a to od strony Doliny Pięciu Stawów Polskich, a dla urozmaicenia kluczową granią. Niestety mój kompan miał nieco zbyt wolne tempo i zostaje mi samemu ruszyć dalej. Doceniam wczesną porę, która powoduje, że mogę sam na sam obcować z majestatem świata gór. Nie jest to może mądre, ale cudowne! Spokój na trasie zapewnia komfort, nikt mnie nie stopuje, ja również nikogo nie stopuję. Każdy mój krok, każdy chwyt, mogę sobie swobodnie rozważyć, przemyśleć. Wybrać najdogodniejsze wyjście. Rozważania te nie trwają długo, ale dzięki spokojnym decyzją czuję się pewniej i bezpieczniej.

Rozpoczynają się pierwsze łańcuchy. Mały Kozi Wierch pokonany. Teraz narasta we mnie presja. Sztuczna presja, która urodziła się w mojej głowie. Czy już za tą skała będzie renomowana drabinka do Koziej Przełęczy? Zdominowało to moje myśli. Schodzę do Zmarzłej Przełęczy Wyżniej, w stronę Gąsienicowej biegnie tzw. Honoratka, czyli Żydowski Żleb. Przede mną Zmarłe Czuby i dość niesympatyczny, od północnej strony, trawers po bardzo wąskich półeczkach. Jest co prawda łańcuch, ale trzeba uważać na każdy stawiany krok. Wchodzę na grań, odczuwam bliskość drabinki! Ale to jeszcze nie ona, to zejście do Zmarzłej Przełęczy po dość śliskich płytach. Jeszcze trawers Zamarłej Turni i jestem sam na sam ze słynną drabiną. Popatrzałem w dół, wysokość robi wrażenie. Z drugiej jednak strony jest to prozaiczna drabina, a przemieszczanie się po drabinie nie należy do zawiłych. Długo się nie zastanawiając, najpierw nieśmiało, przy pomocy łańcucha zszedłem na pierwsze szczeble drabiny. Każdy kolejny szczebel, to już większa pewność w poczynaniach i wędrówka jak po zwykłej drabinie. Naturalnie po chwili rodzi się następna myśl, jak z tej drabiny zejść na tą małą półeczkę. Jednakże to kolejny problem, który był tylko i wyłącznie w mojej głowie. Zejście z drabiny jest problemem psychiki, bo technicznie jest bardzo proste.

Schodzę po łańcuchach do Koziej Przełęczy. Tutaj prowadzi żółty szlak z Koziej Dolinki, chwila spoczynku, parę zdjęć i przychodzi czas na Kozie Czuby. Jak do tej pory jestem usatysfakcjonowany, tempo bardzo zacne, sił dostatek, a psychika odblokowana.

Zanim pnę się w stronę Kozich Czub musze przejść nader nieprzyjemny trawers po łańcuchach. Przemieszczanie się w poziomie było chyba najtrudniejszym elementem na Perci. Trawers zwalczony, teraz pod szczyt na łańcuchach. Przebycie Kozich Czub pochłonęło dużo czasu, ale i odczucia okazałe. Obniżenie do Koziej Przełęczy Wyżniej to następna prostopadła ściana, którą trzeba przejść na ubezpieczeniach w dół. Jest bardzo ciekawie, momentami trzeba się naszukać miejsca na położenie stopy, to opuścić trochę centumetrów na łańcuchu. Adrenalina wzrasta! Jestem na przełęczy. Teraz łatwe, z dobrymi chwytami, podejście na Kozi Wierch doprowadza mnie do drobnej zadyszki. Na Kozim Wierchu spotykam następnych turystów, w końcu mogę się do kogoś odezwać. Patrzę na zegarek - dochodzi 10.00. Na Kozim zjadam batona i odpoczywam prawie 15 minut, podziwiając piękne widoki na Dolinę Pięciu Stawów Polskich.

Kozi Wierch - Granaty


Pozostawiam Kozi Wierch poruszając się w stronę jego południowych zboczy. Czarny szlak odbija Szerokim Żlebem w stronę Doliny Pięciu Stawów Polskich. Przez 40 minut asystują mi widoki do Piątki. Aż do Buczynowej Strażnicy szlak jest prosty technicznie, bez sztucznych ubezpieczeń. Za Buczynową Strażnicą mieści się Przełączka nad Buczynową Dolinką i tu pojawiają się "schody", a w zasadzie zejście do Żlebu Kulczyńskiego. Obniżenie jest o tyle niesympatyczne, że jest sypkie pod nogami i trzeba uważać, aby nie zrzucić kamieni lub nie dostać takim kamieniem. Z tej przyczyny też uważam, że kask powinien się znaleźć w wyposażeniu wędrujących turystów na Orlej Perci. Następnie trasa Orlej odbija w prawo w stronę komina wiodącego do szczerbiny Czarnego Mniszka. Rzetelna rzeźba skał zapewnia dobre chwyty i wspinanie na Mniszka jest przyjemnością. Kawałek ten jest ubezpieczony łańcuchami, ale przy dobrych warunkach, a takie dziś panują, polegam na moich rękach. Dochodzę do pasemka Czarny Ścian, kolejny mniej wymagający odcinek, finalizowany osobliwym kominkiem.

Schodzę do Zadniej Sieczkowej Przełączki, przed wierzchołkiem Zadniego Granatu dochodzi dobrze mi znany zielony szlak kierujący do Zmarzłego Stawu. Wdrapuję się na Zadni Granat i robię kolejny odpoczynek. Tym razem otwieram puszkę i robię sobie kanapki. Dochodzą chłopaki, których poznałem schodząc z Koziego Wierchu. Wytwarzamy malutki popas. Z Zadniego widać już drogę na Krzyżne. Niby nie daleko, jednakże jeszcze kawałeczek przed nami. Moce trochę ubywają, nawet przychodzą mi do łba myśli o zejściu żółtym szlakiem ze Skrajego Granatu. Ale jak szybko się pojawiły tak szybko uciekły. Chłopaki idą na Krzyżne, zatem będę miał towarzystwo. A teraz na pewno mi się przyda!

Idę dalej, droga z Zadniego Granatu wiedzie bez trudności, w pewnym momencie jest malutka ekspozycja i podejście po skałach na Pośrednią Sieczkową Przełączkę, dalej na Pośredni Granat szerszą ścieżką. Szlak z Pośredniego jest nieco trudniejsze, skały się usypują, trzeba wykorzystać ręce i szukać pewnych miejsc na położenie nogi. Dochodzę do Skrajnej Sieczkowej Przełęczki w sąsiedztwie zdradliwego Żlebu Drége\'a. Tutaj czeka na mnie po raz drugi w przeciągu dwóch dni szczelina. Tym razem bez zastanawiania pokonuję szczelinę. Jak? To już moja słodka tajemnica. Po chwili jestem już na Skrajnym Granacie. Pogoda delikatnie się zepsuła. Od Doliny Pięciu Stawów Polskich kłębią się coraz ciemniejsze chmury. Opady przewidywane były na godzinę 16.00. Jest prawie 13.00. Został ostatni kawałek....

Od Granatów po Krzyżne


Ostatni kawałek Skrajny Granat - Przełęcz Krzyżne zrobiłem na coraz większym wyczerpaniu. Jest on bardzo wymagający i moja koncentracja działała na największych obrotach (przynajmniej w rejonach trudnych technicznie). Wszystko to kosztem mniejszego rozkoszowania się panoramami i ekspozycjami. Sam fakt, że nie robiłem zdjęć na tym odcinku, dowodzi o moim wyczerpaniu. Wybitniej liczyła się dla mnie realizacja głównego celu niż rozkoszowanie się tym celem!




Ze Skrajnego Granatu od razu schodzę po łańcuchach w dół w stronę Buczynowej Dolinki. Patrzę w stronę Krzyżnego i trasa wydaje się być typową górzystą dróżką, nic mocniej mylnego. Później łatwiejszym odcinkiem szlaku ponownie kieruję się na północną stronę grani. Po klamrach i łańcuchach schodzę na Granacką Przełęcz. Od tego momentu idę już z poznanymi wcześniej chłopakami. Trawersuję żlebem północne zbocze Orlej Turniczki, po skalnych półkach zabezpieczonych łańcuchem. Dalej czeka na mnie następna drabinka, tym razem na Orlą Przełęczkę Niżną. Dalej względnie prosty kawałek po południowej stronie Orlej Baszty i zejście skośnym kominem ubezpieczonym łańcuchami na Pościel Jasińskiego. Z tego co pamiętam północne stoki Buczynowych Czub były kolejnym niebezpiecznym rejonem na Orlej Perci. Wszystko się sypało, głównie w momencie schodzenia było to dość niebezpieczne, gdyż stopa się ślizgała, mocniejsza praca rąk, szukanie pewnego gruntu pod ustawienie stopy. W takich momentach się nie myśli o wyczerpaniu, jednak, gdy rejon staje się łatwiejszy odczuwa się ile kosztuje to sił. Kolejny kawałek do Przełęczy Nowickiego jest łatwiejszy. Dalej czeka nas trawers Wielkiej Buczynowej Turni. Do pokonania jest kilka skalnych żeberek, a dalej obniżenie do Buczynowej Przełęczy asekurowane łańcuchami. Następnie kawałek po skałach żlebem w górę, trasa odbija w prawo wiodąc ze żlebu na skalne zbocze Małej Buczynowej Turni. To już ostatnie łańcuchy na Orlej. Dalej już trasa jest łatwa i prowadzi głównie kamienną dróżką po południowej stronie kluczowej grani. Trawersujemy Małą Buczynową Turnie, na chwilę powracamy na grań i idziemy w dół poniżej Ptaka i Kopy pod Krzyżnem. O godzinie 15.00 wchodzimy na Krzyżne! Widoki z Przełęczy Krzyżne są jednymi z najpiękniejszych w całych Tatrach! Niestety szerokie zachmurzenie troszkę popsuło ten cały wdzięk. Projekt wykonany, Orla przebyta w całości. Wewnętrzne zadowolenie i spełnienie. Chwila spoczynku. Szybkie zdjęcie z moimi towarzyszami, których pozdrawiam serdecznie. Dzięki, że miał w Was wsparcie! Czas się pożegnać i rozejść w odwrotnych kierunkach.

Z Krzyżnego do Murowańca szedłem około 2,45 h spełniony, ale już nader mocno zmęczony. Zaczyna padać. W schronisku napotykam Agnieszkę z Jurkiem, którzy powoli zaczęli się o mnie martwić. Główne pytanie Agnieszki: - I co udało się? Tak, udało się! - odpowiadam. Wchodzę do budynku schroniska, zamawiam sok pomarańczowy (nie piwo aczkolwiek smakowałoby zapewne wyjątkowo, ale wracam jeszcze dziś do Bielska autem) i pyszne naleśniki z serem. 5 minut później zaczęło bardzo mocno lać i przeszła burza. W schronisku gadamy co nas dzisiaj spotkało na szlakach. Dzięki Wielkie, miło jak ktoś czeka w schronisku!

Podsumowanie


Dzisiaj, mając jeszcze jedno doświadczenie, zdaję sobie sprawę, że przejście Orlej Perci za jednym razem pozbawiło mnie wielu fascynujących odczuć. Zmęczenie pojawiło się u mnie na Granatach. Ostatni odcinek: Ostateczny Granat - Krzyżne nie zostało tak na prawdę udokumentowany fotograficznie . Odcinek ten po prostu pozostał zaliczony. Orla Perć żąda wręcz ogromnej pokory. Mimo zmęczenia jest to niezapomniana frajda.

Orla Perć - najtrudniejszy znakowany szlak w Tatrach

poniedziałek, 29 października 2012

Kozi Wierch

Kozi Wierch (słow. Kozí vrch, 2291 m n.p.m.) - mieści się w Tatrach Wysokich. Jest najwyżej umiejscowionym szczytem znajdującym się w całości po polskiej stronie. Kozi Wierch góruje pomiędzy Doliną Pięciu Stawów Polskich a Doliną Gąsienicową. Precyzyjniej pomiędzy dwiema dolinkami wiszącymi: Dolinką Kozią i Dolinką Pustą. Wzdłuż tej grani biegnie szlak turystyczny wskazywany jako Orlą Percią.
Szczyt Koziego Wierchu mieści się pomiędzy Zamarłą Turnią (2179 m) i Czarnymi Ścianami (2242 m). Od Zamarłej Turni odrywa go Kozia Przełęcz (2137 m), a od Czarnych Ścian Przełączka nad Dolinką Buczynową (2225 m n.p.m.). Długa, północno-wschodnia grań Koziego Wierchu zwana jest Kozim Murem. Ostatnia wznosząca się w nim turnia to Buczynowa Strażnica (2242 m), górująca nad Dolinką Buczynową. Z grani tej opada na stronę Koziej Dolinki Rysa Zaruskiego. Na północnym zachodzie, patrząc od najwyżej położonego wierzchołka, znajdują się trzy skaliste kulminacje Kozich Czub (kolejno od południowego wschodu: 2263 m, 2256 m i 2239 m). Są one odseparowane od głównego szczytu Kozią Przełęczą Wyżnią (2240 m).

Kozi Wierch


Z północnej strony masyw spływa około 210 m skarpowymi ścianami do Koziej Dolinki (górne piętro Doliny Gąsienicowej). Urwiska te od wschodu ogranicza Żleb Kulczyńskiego, a od zachodu - północno-wschodnim żlebem Koziej Przełęczy. Pomiędzy żlebami mieści się Filar Leporowskiego, na którym zginął w 1929 Jerzy Leporowski. Natomiast południowo-zachodnie ściany Koziego Wierchu i Kozich Czub opadają do Pustej Dolinki. Strome zbocza i ściany są wyjątkowym miejscem dla wspinaczy. Rozplanowano tutaj wiele tras wspinaczkowych o zróżnicowanym stopniu trudności. Dla równowagi - południowo-wschodnie zbocze opada delikatnie (nachylenie ok. 30°) do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Jest ono całkiem szerokie, rozcięte kilkoma płytkimi żlebami. Najwybitniejszym z nich jest Szeroki Żleb. Centralna strefa pochylenia jest modelem starego stoku, nieprzeobrażonego przez lodowce.

Nazewnictwo szczytu związane jest z częstym pojawianiem się na zboczach szczytu pasących się stad kozic. Najczęściej można je zobaczyć na południowych, łagodniejszych zboczach Koziego Wierchu. Nazwa ta jest stosowana od bardzo dawna przez pasterzy wypasających w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Jednakże pasterze z Doliny Gąsienicowej określali ten szczyt - Czarnymi Ścianami. Nazwa Czarne Ściany współcześnie odnosi się do sąsiedniego szczytu.

17 sierpnia 1867 roku odnotowano pierwsze wejście na Kozi Wierch. Dokonali tego Eugeniusz Janota wraz z Maciejem Sieczką. Jednakże przypuszczalnie już sporo wcześniej na górę od Doliny Pięciu Stawów Polskich wspinali się pasterze. Zimowe wejście odnotowano 3 kwietnia 1907 r. Należy ono do Mariusza Zaruskiego i Józefa Borkowskiego. Było to wejście narciarskie, w owych czasach jedno z największych osiągnięć w narciarstwie tatrzańskim. Mariusz Zaruski tak opisuje to wejście: "Z jednej strony posępna, czarna ściana Zawratowej Turni - lodowe wieńce i pióropusze zdobią jej rozpadliny, z drugiej zwały śniegowe Małego Koziego Wierchu o kształtach najfantastyczniejszych... Blisko przełęczy śnieg był tak twardy, że tylko z wielkim wysiłkiem, podpierając narty ostro kutymi kijami, zdołaliśmy na grań się wydostać."

Z Doliny Gąsienicowej a w tak na prawdę z Koziej Dolinki kierują dwa szlaki na Kozi Wierch : przez Kozią Przełęcz lub Żlebem Kulczyńskiego przez Przełączkę nad Buczynową Doliną. Jako ciekawostkę można podać, że Źleb Kulczyńskiego określony jest od nazwiska Władysława Kulczyńskiego, który wraz z Szymonem Tatarem przebył żleb w drodze na Kozi Wierch w roku 1893. Podejście od Żlebu Kulczyńskiego jest dosyć trudne. Szlak Orlej Perci jednoczący Kozi Wierch z Kozią Przełęczą jest silnie eksponowany, wymagający technicznie. Wymaga on specjalnej uwagi. Zaliczany jest do najtrudniejszych szlaków turystycznych w całych Tatrach.

W zimie wejście na Kozi Wierch wiedzie zboczem schodzącym do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Nie obejdzie się bez raków i czekanu. Należy jednak być bardzo roztropnym z powodów zwiększonego ryzyka występowania lawin - nade wszystko niepewny jest Szeroki Żleb. Zimowe dojścia na szczyt pozostałymi drogami jest bardzo niebezpieczne - stanowią one już poważne wycieczki o charakterze taternickim.

Jeżeli chodzi o faunę występującą na Kozim Wierchu należy wymienić: turzyca tęga, turzyca Lachenala i rogownica jednokwiatowa.

źródło: Kozi Wierch

środa, 30 listopada 2011

Sarnia Skała

Startujemy w Dolinie Strążyskiej, tutaj też ma swoje granice się Tatrzański Park Narodowy, dlatego musimy nabyć bilety w kasie. Czerwonym szlakiem maszerujemy w stronę Polany Strążyskiej. Trasa prowadzi wzdłuż Strążyskiego Potoku, poprzez las. Płynący potok zmienia wyłącznie strony względem naszego szlaku. Raz towarzyszy nam po prawej stronie, ażeby po chwili znaleźć się po lewej stronie. W związku z tym pokonujemy mnóstwo drewnianych mostków.





Sarnia Skała


My, naturalnie od początku szukamy krokusów, jednakże z lichym wynikiem. Po prawej stronie szlaku towarzyszą nam ogromne masywy skalne, nad nimi znajduje się Samkowa Czuba. Skały przyjmują interesujące kształty. Wśród nich specyficzne dolomitowe turnie zwane Strążyskimi Kominami. Trasa jest łagodna i przyjemna. Po chwili oglądamy tzw. Skałę Jelinka. Określona tak z powodu umieszczonego na niej medalionu i tablicy pamiątkowej, zadedykowanej XIX-wiecznemu czeskiemu pisarzowi Edwardowi Jelinkowi, zaprzyjaźnionemu z Polską i Zakopanem.

Po 40 minutach dochodzimy do Polany Strążyskiej. Z polany jest zdumiewający widok na Giewont wraz z schodzącym z niego urwiskiem. Polana jest popularnym miejscem ze względu na jej atrakcyjność, jak również z powodu przechodzącego przez nią szlaku na Giewont.

Będąc w obszarach Strążyskiej Polany, warto przeznaczyć 30 minut i udać się żółtym szlakiem do wodospadu Siklawica. Wodospad opada z dwóch prawie pionowo nachylonych ścian. Wspólna wysokość wodospadu wynosi 23 metry (wysokość ściany dolnej wynosi 13 m, a ściany górnej 10 m).

Turyści
Na Sarniej Skale


Z Polany Strążyskiej udaliśmy się czarny szlakiem w kierunku wschodnim, w kierunku Sarniej Skały. Przed nami 40 minut dość zamęczającego podejścia przez las na Czerwoną Przełęcz. Z Czerwonej Przełęczy prowadzi 10 minutowe podejście właśnie na Sarnią Skałę. O tym czy warto wspinać się na Sarnią Skałę, możemy się już przekonać podchodząc pod tą "warowną twierdzę". "Twierdzę", bowiem przypomina ona ruiny zamku. Pod Sarnią Skałą mieści się polana, z której posiadamy sposobność podziwiać Tatry Zachodnie i naturalnie Giewont, który wyrasta nam przed oczami. Po wejściu, widok zapiera dech w piersiach jeszcze bardziej. Z każdego, z czterech kierunków świata, dociera do nas kolosalna miara cudownych wrażeń wizualnych.

Sama Sarnia Skała jest szczytem w pasie reglowym Tatr Zachodnich o wysokości 1377 m. n.p.m. Konstruują ją wapienie dolomitowe. Uformowane w grzbiet układający się z kilku wyraźnych, niewielkich i stromo podciętych turni (ostrego szczytu lub skałki o urwistych lub nawet pionowych ścianach, charakterystycznego dla gór o rzeźbie alpejskiej, przekształconych w rezultacie działania lodowca). "Dawniej Sarnią Skałę określano Małą Świnicą i była ona usilnie penetrowana przez poszukiwaczy skarbów. Dzisiaj jest badana przez botaników i wielbicieli roślin tatrzańskich. Na jej nagich skałach pięknie zakwitają gatunki roślin wapieniolubnych, m. in. dębik ośmiopłatkowy i dzwonek jednostronny. Znajduje się tutaj także miniaturowa krzewinka - wierzba alpejska, omieg kozłowiec, różeniec górski, jaskier alpejski, kilkanaście gatunków skalnic i wiele innych".